Wywiad #4 Natalia Nitka Łukasiak o pięknie, które drzemie w kobietach i łączeniu pracy z macierzyństwem

Z Natalią spotykam się w rześki, wakacyjny poranek w jednej z warszawskich kawiarni. Choć na co dzień mierzy się z wieloma wyzwaniami, jakie stawia przed nią rola mamy i przedsiębiorcy, a jej grafik pęka w szwach pod ciężarem kolejnych zleceń, chętnie przyjmuje moją propozycję spotkania.

Założycielka marki  Po nitce do zdjęcia, która z sukcesem łączy prowadzenie własnego biznesu z macierzyństwem, napędzana poczuciem, że rozwój zawodowy czyni ją szczęśliwszą matką.

Dobra wróżka, która z pomocą aparatu pokazuje kobietom, że każde ciało jest piękne, a zmiana postrzegania własnej fizyczności zaczyna się w głowie, nie na wadze. 

Poznajcie Natalię Łukasiak. 

Cześć Natalia. Mam do Ciebie tyle pytań! Może zacznijmy od rozszyfrowania nazwy Twojej marki, która jest bardzo intrygująca  i chwytliwa – czy Twoje Klientki wiedzą jaka jest jej geneza?

Niewiele osób wie, że moje nazwisko panieńskie, to Nitecka. Chociaż wychodząc za mąż zmieniłam je na Łukasiak to w opisie mojego profilu na Instagramie przedstawiam się jako Natalia Nitka Łukasiak.

Czy z perspektywy czasu potrafisz powiedzieć, gdzie Twoja działalność miała swój początek?

Myślę, że na studiach. Ukończyłam kierunek Edukacja artystyczna, miałam zajęcia m.in. z fotografii i grafiki. Kiedy pojechałam do Wenecji na Biennale sztuki, moją uwagę przyciągały fotografie, kolaże czy instalacje, które wyróżniały się  widocznym związkiem ciała z psychiką, emocjami. Mój dyplom z grafiki warsztatowej bazował na zdjęciach, które robiłam samej sobie. Fotografie były częściowo rozbierane, ukazywały fragmenty nagiego ciała. Dlatego, pewnie można powiedzieć, że to był jakiś niewielki zaczątek sesji, które robię obecnie, jednak tamten projekt miał bardziej artystyczny wyraz. Po studiach zostałam matką i zależało mi na tym, aby łączyć pracę z opieką nad dzieckiem. Pomyślałam, że zawód fotografa stwarza ku temu idealne warunki.

Fotografie były częściowo rozbierane, ukazujące fragmenty nagiego ciała.
Dlatego pewnie można powiedzieć, że to był jakiś niewielki zaczątek sesji, które robię obecnie,
jednak tamten projekt miał bardziej artystyczny wyraz.”

Póki co, to rozwiązanie chyba nieźle się sprawdza? 

Tak. Zwłaszcza, że niedawno wszystko nabrało tempa. Mam dużo zleceń, zwłaszcza na sesje kobiece…

… które okazały się być strzałem w dziesiątkę? Co było Twoją inspiracją do zrealizowania pierwszej sesji kobiecej? 

Zastanawiałam się jak mogłabym zmienić ofertę, żeby trafić do nowych odbiorców. Zbliżały się Walentynki i Dzień Kobiet. Sesja kobieca wydawała się dużym, ale ciekawym wyzwaniem. Chciałam zrealizować projekt i go opublikować, jednak nie wiedziałam jak znaleźć kogoś, kto zgodziłby się podzielić ze światem zdjęciami swojego półnagiego ciała. Przedstawiłam swój pomysł w grupie znajomych matek i zgłosiła się do mnie Julia, zawodowa modelka na urlopie macierzyńskim. Jej umiejętności i swoboda w pozowaniu bardzo mi pomogły.

Po tej sesji wydarzył się… „boom”?

Można tak powiedzieć. Po udostępnieniu tych zdjęć, kalendarz faktycznie zapełniał mi się w zawrotnym tempie. Chociaż po opublikowaniu kilku pierwszych sesji kobiecych dostałam również  komentarze, takie pół żartem-pół serio, że robię zdjęcia tylko bardzo szczupłym kobietom. A po prostu tylko takie się wtedy do mnie zgłaszały…

Po udostępnieniu tych zdjęć, kalendarz faktycznie zapełniał mi się w zawrotnym tempie.”

Może te bardzo szczupłe kobiety po prostu chętniej się eksponują?

Być może, chociaż mam takie spostrzeżenie, że moje Klientki, niezależnie od sylwetki, to bardzo świadome kobiety, które znają swoje zalety i niedoskonałości. Akceptują siebie, swoje ciało. Generalnie teraz w mediach społecznościowych zaczyna się więcej mówić o tym, że każdy ma jakieś wady i trudno się z tym nie zgodzić. Moim zadaniem, jako fotografa, jest ich umiejętne zatuszowanie i wydobycie atutów. 

W jaki sposób to robisz? 

Częściowo poprzez odpowiednie ustawienie ciała, ale w pewnym stopniu jest to również zasługa dobrej bielizny i  niewielkiego retuszu gotowych zdjęć. W programie do obróbki poprawiam na przykład nierówności skóry, przebarwienia, ale to nie jest bardzo mocna ingerencja. Nie ukrywam tego, że delikatnie podrasowuję zdjęcia. Myślę, że moim Klientkom to nie przeszkadza.  

Pewnie nawet tego oczekują.

Tak, żeby wyglądać trochę lepiej.  Oczywiście, nigdy nie przesadzam z poprawkami, nie chcę, żeby wyglądało to komicznie. 

Czy robienie tych sesji jest dla Ciebie stresujące?

Na początku owszem, było, teraz oswoiłam się już z tą sytuacją. Zbudowałam bardzo dużą bazę pomysłów dotyczących póz, ustawienia ciała, ale na danej sesji wykorzystuję tylko kilka z nich, żeby nie powtarzać wciąż tego samego. Często Klientki mają swoje własne pomysły. Ja tego nie kontroluję w stu procentach, bo chcę żeby czuły się swobodnie i wykorzystały swój czas. Bo stres to najgorszy wróg sesji w bieliźnie (śmiech). Sylwetka to tak naprawdę sprawa drugorzędna. Ważniejsze jest to, jak kobieta potrafi się ruszać, pozować i czy umie złapać luz, który jest niezbędny, zwłaszcza przy tego rodzaju fotografiach.

„Często Klientki mają swoje własne pomysły. Ja tego nie kontroluję w stu procentach,
bo chcę żeby czuły się swobodnie i wykorzystały swój czas.”

Przygotowujesz Klientki w jakiś sposób do tych sesji?

Wysyłam notatkę zawierającą informację o tym jak się przygotować i co zabrać. Przykładowo, proszę je żeby zabrały ze sobą luźny sweter, ładną bieliznę, długie skarpety, szlafrok, a nawet obszerną męską koszulę, która też fajnie sprawdza się na sesjach kobiecych…

Czy Klientki mają opory żeby zdjąć ubranie przed aparatem?

Zawsze razem ustalamy charakter sesji i wybieramy stylizacje, w których będziemy robić zdjęcia. Staram się, żeby kobieta, która do mnie przychodzi czuła się bezpiecznie. W trakcie naszego spotkania pokazuję zdjęcia w aparacie. Współpracujemy tak, żebyśmy obie były zadowolone z efektów.

Staram się, żeby kobieta, która do mnie przychodzi czuła się bezpiecznie.

Gdzie odbywają się sesje?

Na początku myślałam, że będę robić je u Klientek w domach, mieszkaniach, ale po czasie okazało się, że kobiety niekoniecznie chcą mieć taką sesję u siebie… Często wolą gdzieś wyjść. Niektórym trudno jest wyrzucić domowników, więc ja to robię (śmiech). Na początku wynajęłam mieszkanie na weekend za pośrednictwem Airbnb i zorganizowałam w nim osiem sesji. Znalezienie odpowiedniego wnętrza nie jest jednak takie proste, mam sporo wymagań. Poza tym robienie takiego maratonu było dla mnie męczące, a nie chciałabym żeby jakość mojej pracy z tego powodu uległa pogorszeniu. Dlatego ostatecznie zaczęłam aranżować moje mieszkanie tak, żeby stało się doraźnym studiem zdjęciowym. 

Jak oceniasz pracę we własnym mieszkaniu?

To sytuacja, która stwarza sporo zalet. Znam swoje miejsce pracy, a to daje mi duży komfort. Wiem, jak zachowuje się światło w tym wnętrzu, gdzie mogę wykorzystać konkretne pozy. Dzięki temu zostaje mi sporo czasu na eksperymenty. Być może kiedyś będę miała odrębne studio, ale na razie moje mieszkanie służy w tym celu.

Czy są jakieś szczególne okazje, które sprawiają, że kobiety decydują się na wykonanie takiej sesji kobiecej u Ciebie?

Urodziny. Swoje, ale nie tylko. Dla wielu kobiet 30 lub 40 urodziny jest to przekroczenie magicznej granicy, swego rodzaju przełomowy moment, który chciałyby uchwycić, bo mają świadomość, że on już nie wróci… Niektóre też przychodzą bo dostały voucher, który można kupić na mojej stronie internetowej. Akurat wczoraj była u mnie Klientka, która dostała sesję w prezencie na 30 urodziny od swoich sióstr.  Zwierzyła mi się, że ostatnio miała nienajlepszy czas zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym i ta sesja znacznie poprawiła jej humor. Zdarzają się też Klientki, które zamawiają u mnie albumy ze swoimi zdjęciami z sesji kobiecej na urodziny partnera, narzeczonego, męża. Miałam również okazję robić sesję-niespodziankę przyszłej pannie młodej podczas jej wieczoru panieńskiego. Została przywieziona przez kierowcę i przyprowadzona do mnie zupełnie nieświadoma tego, co będzie się działo. Ostatecznie była bardzo zadowolona, a zdjęcia wyszły przepiękne. 

Dla wielu kobiet 30 lub 40 urodziny to przekroczenie magicznej granicy,
swego rodzaju przełomowy moment, który chciałyby uchwycić, bo mają świadomość,
że on już nie wróci…

Czy każda kobieta, która do Ciebie przychodzi może też skorzystać z usługi wykonania profesjonalnego makijażu? Współpracujesz z wizażystką?

Tak, nawiązałam współpracę z jedną z wizażystek w Warszawie, bardzo się polubiłyśmy. Magda często maluje moje Klientki do sesji kobiecych.

Klientki chętnie korzystają z opcji makijażu? 

Nie zawsze, ale często. To faktycznie jest dodatkowy wydatek, ale myślę, że to inwestycja warta rozważenia, w końcu taką sesję kobiecą robi się pewnie raz w życiu… Choć zdarzają się też Klientki, które w ogóle rezygnują z makijażu, bo na co dzień się nie malują i nie chcą zmieniać tego na potrzeby zdjęć. 

„Sylwetka to tak naprawdę sprawa drugorzędna.
Ważniejsze jest to, jak kobieta potrafi się ruszać, pozować i czy umie złapać luz,
który jest niezbędny, zwłaszcza przy tego rodzaju fotografiach.”

Ciekawi mnie jeszcze jakie są reakcje kobiet, kiedy już widzą efekty sesji? 

Najczęściej piszą, że są bardzo zadowolone, zdjęcia cudowne, a mąż zachwycony (śmiech). Mogę Ci przeczytać dwie przykładowe wiadomości od Klientek: Dzięki Tobie i Twoim zdjęciom mogłam spojrzeć na siebie zupełnie z innej perspektywy, takiej, o której nigdy nawet nie myślałam. Oglądałam zdjęcia i myślałam, że wyglądam na nich fajnie, pięknie, kobieco. Jestem zachwycona i bardzo dziękuję Ci za to, że dzięki Tobie spełniło się moje marzenie. Choć „spełniło” to chyba za mało powiedziane, bo nie spodziewałam się takiego efektu i takich emocji jednocześnie! Dziękuję!, „Sesja u Ciebie zbiegła się akurat z poznawaniem przeze mnie tematu ciałopozytywności. Twoje wyczucie kadru i makijaż Magdy pozwoliły mi spojrzeć na siebie inaczej. Gdy zmyłam make-up, następnego dnia rano nałożyłam tylko krem pod oczy i nadal czułam się piękna. Lubię siebie.” Taki feedback zawsze bardzo mnie cieszy i dodaje sił do dalszej pracy. Są też kobiety z którymi mam kontakt głównie dzięki Instagramowi. Piszą mi, że same jeszcze nie są gotowe, by zdecydować się na sesję, ale doceniają moją pracę. Widzą zdjęcia, które wstawiam i to wpływa na ich sposób patrzenia na siebie. Staram się nieść misję, zgodnie z którą nie warto skupiać się na swoich kompleksach, a piękno nie zależy od wyglądu i jest w każdym człowieku.

„Są też kobiety z którymi mam kontakt głównie dzięki Instagramowi. Piszą mi, że same jeszcze nie są gotowe, by zdecydować się na sesję, ale doceniają moją pracę. Widzą zdjęcia, które wstawiam i to wpływa na ich sposób patrzenia na siebie.”

Jesteś nie tylko fotografem, ale także matką. Jakie są Twoje przemyślenia na temat łączenia macierzyństwa z prowadzeniem własnej działalności? Jak odnajdujesz się, jako mama-businesswoman?

Na pewno nie mogę powiedzieć, że to jest łatwe. Właściwie to duże wyzwanie. Często siedzę przed komputerem wieczorami. Czasami korzystam z pomocy opiekunki, zdarza się, że proszę o pomoc moją mamę. Przede wszystkim, kiedy siadam do pracy, to staram się faktycznie skupić na tym, co mam do zrobienia, nie rozpraszać się. Na razie mam dwójkę dzieci w domu, ale od września planujemy posłać starszą córkę do przedszkola. 

Uważasz, że aktywność zawodowa jest ważna dla mam?

Dla mnie na pewno. Wiem, że tak jak dla mnie, również dla wielu innych kobiet jest to sposób na zachowanie zdrowia psychicznego (śmiech). Mówiłam o tym w audycji polskiego radia „Jak zadbać o swoją kobiecość w macierzyństwie”, do której zostałam zaproszona w marcu tego roku (audycji można odsłuchać tutaj). Zanim urodziłam pierwsze dziecko, myślałam, że w macierzyństwie poczuję się naprawdę spełniona. Okazało się jednak, że powtarzanie tych samych czynności wiele razy w ciągu dnia, miesiącami, jest frustrujące. Potrzebowałam odskoczni od pieluch i tematów okołodziecięcych. Zajmując się fotografią, musiałam nie tylko szkolić się w robieniu i obrabianiu zdjęć, ale także marketingu, księgowości, prowadzeniu kont w mediach społecznościowych, SEO, poznawać ludzi i rozwijać się twórczo. Znalazłam w tych aktywnościach dużo frajdy, dzięki czemu stałam się też szczęśliwszą mamą.

Widziałam na Twoim profilu na Instagramie, że regularnie spotykasz się z grupą kobiet, innych przedsiębiorczych mam?

Tak… Zaczynając, chciałam po prostu wyjść z domu i łapać kontakty. W siedzibie Google’a w Warszawie organizowane są takie spotkania dla kobiet pod nazwą „Klub Przedsiębiorczych Mam”. Prelegentami są eksperci w naprawdę bardzo różnych dziedzinach, którzy prowadzą ciekawe wykłady i warsztaty. Każde spotkanie zaczyna się od kilkunastu minut networkingu, podczas których można poznać inne uczestniczki, często również nawiązać współpracę. Już na pierwszym takim spotkaniu poznałam kobiety, z którymi utrzymuję kontakt i współpracuję do dziś. 

Te spotkania są dla Ciebie wsparciem?

Tak, spotkania i rozmowy z kobietami, które się nawzajem rozumieją są niezwykle cenne. Oprócz mam, które już teraz prowadzą własne firmy, przychodzą tam również te, które jeszcze nie wiedzą, czego oczekują od swojej przyszłości. Dlatego chcą znaleźć inspirację, porozmawiać. Uważam, że to świetna inicjatywa. Warto wychodzić, poznawać ludzi, niezależnie od tego, czy jest się mamą, czy nie. Każde nowe doświadczenie wzbogaca, pomaga lepiej poznać samego siebie, zwiększyć samoświadomość. Nawet jeśli początkowo wydaje się przytłaczające, stresujące… Chcę, aby dzięki moim sesjom kobiety mogły spojrzeć na siebie z miłością, dostrzec to o czym mogły zapomnieć w natłoku codziennych obowiązków: że są piękne dokładnie takie, jakie są. Wszystkie.

Chcę, aby dzięki moim sesjom kobiety mogły spojrzeć na siebie z miłością, dostrzec to
o czym mogły zapomnieć w natłoku codziennych obowiązków:
że są piękne dokładnie takie, jakie są. Wszystkie.

Efekty pracy Natalii Po nitce do zdjęcia możecie obejrzeć na jej stronie internetowej, a także profilu na Instagramie i Facebooku

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

52 − = 46