O czym nie mówią Ci, którzy mają lepiej

Nie sztuką jest  być tym, który „ma lepiej” żyjąc w mieście napełnionym po brzegi anonimowością swoich mieszkańców. Mijając się każdego ranka z sąsiadką z piętra niżej, która z niedopiętym płaszczem, pustym żołądkiem i doklejonym z uprzejmości uśmiechem, biegnie do wyjścia z przerażającą, trawiącą jej umysł wizją odjeżdżającego autobusu. Rzucając ze ściśniętym gardłem niewyraźne „dzień dobry”. 

Anonimowi zawodowcy

 Czy to właśnie ten doklejony uśmiech powoduje, że człowiek odbierany jest tylko i wyłącznie przez pryzmat efektu, który osiągnął, pomijając proces, który do niego doprowadził? Efekt jest bardzo prosty, zero jedynkowy wręcz, a przede wszystkim bardzo widoczny. Tej to się udało, ta to ma dobrze. Czy na pewno? Anonimowość jest fajna… ale tylko czasem. To dzięki niej liczy się efekt, a proces prowadzący do jego spełnienia często nikogo nie interesuje.  Szkoda.

Bo chyba właśnie dlatego tak łatwo stać się tym, który „ma lepiej” albo tym, który „ma gorzej”. Obserwując „produkt końcowy” nie widać na pierwszy rzut oka ile energii i czasu należało zainwestować, by ostatecznie stał się tak dobry i niezawodny, jakim go w danym momencie widzimy.

Byłam niedawno świadkiem sytuacji, w której osoba obiektywnie uchodząca za taką, której się w życiu udało” (szczęśliwie zakochana, posiadająca własną, świetnie prosperującą firmę, do tego młoda i ładna) została słownie zaatakowana przez swoją znajomą sfrustrowaną niesprawiedliwością rządzącą tym światem.  Bo jak to może tak być, że Tobie wszystko się udało, a mi ciągle nie wychodzi?  – dosłownie sączyło się spomiędzy zawoalowanych w troszkę ładniejsze opakowanie słów. Owszem, pracę można dostać po znajomości, dom wygrać na loterii, a miłość swojego życia spotkać w warzywniaku, albo nawet na sławetnym Tinderze nie wychodząc z domu. Jednak wysoka jakość i trwałość każdej z tych „rzeczy” nie będzie trwać wiecznie, jeśli ich posiadacz/ka tę jakość zaniedba. A jak wiadomo zarówno utrzymanie dobrego stanowiska w pracy, czystego mieszkania, pełnej lodówki oraz nieprzerwanie ciepłej relacji w związku wymaga inwestowania chęci, czasu, energii i finansów.

 Bezsenne noce

O czym zatem nie mówią Ci którzy „mają lepiej”? Że zarwali pierwszą, drugą, trzecią noc z rzędu pastwiąc się nad skończeniem kolejnego projektu, który pozwoli im ogrzać 150-metrowy dom na przedmieściach, stylowo zaprojektowany zgodnie ze skandynawską ideą Hygge. Być może nie wspominali również  o ostatnich 10 lub 15 latach podczas, których  wstawali  codziennieo 4.00 razem z drylującym umysł budzikiem, by zaspanymi jeszcze palcami ćwiczyć gamy na starym fortepianie w drodze do bezlitosnej perfekcji. O tym, że zaczynali dzień od godzinnego, morderczego treningu, by po wielu miesiącach być pierwszymi, którzy przekroczą metę po szczęśliwie ukończonym triathlonie.

A dlaczego o tym nie mówią? Pewnie dlatego, że robią, nie tracąc czasu na zbędne słowa.

Banał rządzący tym światem jest bowiem brutalnie prosty: zarówno działanie, jak i brak działania rodzą określone konsekwencje.

Świat wolny od uprzedzeń i etykietowania byłby troszkę fajniejszy.

goniec instynktu 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

+ 23 = 32