Kilka słów o książce „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry”

„Dziwne to musi być życie: zawsze mieć prawo głosu i wpadać w oburzenie, kiedy proszą, żebyś wreszcie, dla odmiany posłuchał” R. Eddo-Lodge

Książka brytyjskiej dziennikarki Reni Eddo-Lodge otworzyła mi oczy na zjawisko, któremu dotychczas nie poświęcałam myśli, ani uwagi. Cieszę się, że miałam okazję to zmienić. Teraz wiem, że przyczyną, dla której mogłam pozwolić sobie na luksus nieanalizowania tego globalnemu problemu jaki stanowi rasizm strukturalny jest biały przywilej. Twardo stawiający białość, jako coś domyślnego, a „resztę” – jako dziwne, drugoplanowe, mniej ważne.   

Początek

Wszystko zaczęło się w 2014 roku. Dziewiętnastoletnia wówczas Reni, wycieńczona nieudanymi próbami rozmów o rasizmie, którego dotkliwych skutków doświadczała w życiu codziennym, opublikowała na swoim blogu post „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry”. Wcześniejsze wysiłki podjęcia dialogu obnażały wiele luk zarówno w ich chęci dostrzeżenia prawdy jak i zrozumieniu historii własnego kraju. Dziewczyna w najlepszym razie mogła spodziewać się obojętności, a w najgorszym (i niestety najczęstszym) – pobłażania, wrogości i oskarżeń o bycie histeryczną.

Paradoksalnie, moment, w którym opublikowała ów post stał się początkiem najintensywniejszych lat jej rozmów o rasizmie. Lat, które zresztą trwają do dziś. Okazało się, że istnieje  przestrzeń do wymiany myśli o tym, że rasizm definiuje ograniczenia swoich ofiar i umniejsza domyślne możliwości zdobywania wiedzy, dostępu do edukacji i pracy, budowania statusu społecznego. Problem rasizmu strukturalnego na ogromną skalę dotykał (i dotyka do dzisiaj) mieszkańców Wielkiej Brytanii o kolorze skóry innym niż biały, ale nikt wcześniej nie wyartykułował tego tak przejrzyście, trafiając w samo sedno jak zrobiła to Reni w jednym blogowym poście.

Zagotowało się.

O czym jest ta książka

Przed niektórymi prawdami uciekają Ci, dla których są one niewygodne. Reni w swojej książce dowodzi, że nawet jeśli to mrówcza praca, należy tę prawdę konsekwentnie odgruzowywać. Odpowiednim słowem, nastawieniem, ale przede wszystkim czynem.

Książka odsłania karty przeszłości, które dokładnie wyjaśniają jak i dlaczego osoby o kolorze skóry innym niż biały trafiły do Europy i mogą nazywać się rodowitymi Brytyjczykami dokładnie tak samo jak biali angielscy, piegowaci blondyni. Ukazuje brzemię historii naznaczonej niewolnictwem, którego znamiona są wciąż odczuwalne i zauważalne – ale tylko dla jego ofiar, niczym uwierająca rzęsa pod powieką. Przedstawia realia nużącej walki o wykorzenienie krzywdzących schematów w czasach wszędobylskich haseł wolności, równouprawnienia i tolerancji.

Autorka relacjonuje trudność rozmów z białymi członkami społeczności, instytucjami i przedstawicielami władzy, którzy próby zwrócenia świateł reflektorów na problem rasizmu strukturalnego w Wielkiej Brytanii odbierają, jako objaw przesady, histerii, buntu i agresji. Rozmów, które nierzadko prowadzą do wytworzenia się opozycyjnego ruchu ‘odwróconego rasizmu’, spychającego pierwotny, faktyczny i rzeczywisty problem do rangi ZAGROŻENIA praw i życia białych. Po raz kolejny przedkładając zadowolenie i uczucia białych przed wszystko inne, na najwyższy poziom w hierarchii.

Ukazuje strach białych przed „zmieszaniem” rasowym – niczym niegdysiejszy strach dowódców, którzy zapisali się na kartach najokrutniejszej historii w dziejach tego świata.

Przyznajmy, to się dzieje

Przytacza również rozmowy toczące się po cichu w kolorowych rodzinach. Rodzice, przygnębiająco świadomi tego, że ich dzieci ze względu na kolor skóry będą miały w życiu do pokonania znacznie więcej przeszkód niż ich biali rówieśnicy, pouczają je: by starały się bardziej, pracowały ciężej, uczyły się więcej. Dotyczy to ocen w szkole, zdawanych  egzaminów, starań w podejmowaniu pracy. Dlaczego? Jak kolorowa tożsamość może stanowić tak poważną blokadę do furtki normalnego, swobodnego życia?

Może. Nierówności w traktowaniu mieszkańców Wielkiej Brytanii w zależności od przynależności do konkretnej rasy zauważalne są w każdej dziedzinie życia: są często jedynym czynnikiem uniemożliwiającym komuś podjęcie pracy, komuś innemu naukę na prestiżowym uniwersytecie, gdy konkurencję stanowi akurat biały Brytyjczyk. A taka konkurencja pojawia się zawsze.

Autorka zwraca również uwagę, na to, że niemożliwym jest rozdzielenie feminizmu i rasizmu oraz rasizmu i klasy społecznej. Nawet kręgi feministyczne zdają się bowiem zatracać swoją kobiecą solidarność w momencie gdy w rozmowie pojawia się wątek koloru skóry – jak się okazuje bardzo niewygodny dla wielu białych (teoretycznie) feministek.

Różni i równi, czy to możliwe?

Książka nie jest postulatem o równość rasową zgodnie z jego powierzchownym rozumieniem, wedle którego wszyscy mielibyśmy być dokładnie tacy sami. Przeciwnie. To niepodważalnie uzasadniony, merytoryczny apel o  możliwość funkcjonowania i bycia traktowanym na tych SAMYCH zasadach, z jednoczesnym uwzględnieniem RÓŻNIC wynikających z koloru skóry. O skończenie z wygodą ich niezauważania. 

Bogactwo historii, mądrości i wyraźny obraz wypaczonej władzy i społeczeństwa, który – nieważne jak mocno zaciśniemy powieki – istnieje. Jest prawdziwy.

 

goniec instynktu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

65 + = 73