Cierpliwości,proszę Pani

Spieszymy się. Wszędzie i nieustannie. Za często i zbyt nerwowo.

Piątek po południu, godzina 15.30, tłum w metrze i na ulicach, gorączkowo spieszący się by rozpocząć wyczekany zasłużony weekend. Ja również chciałabym już się wyluzować i zapomnieć o obowiązkach jednak zanim to nastąpi muszę pozamykać ważne sprawy z bieżącego tygodnia.

Idę do banku. Idę z myślą, że może o tej godzinie nie będzie jeszcze gigantycznej kolejki, której można się spodziewać, ale trochę później. Pewnie w okolicy godziny 17.

Wchodzę do oddziału warszawskiej skarbnicy monet, miła Pani kierownik kieruje mnie do odpowiedniego okienka, a właściwie jednego z dwóch okienek, gdzie mogę załatwić to po co przyszłam. Kolejka owszem jest, ale na szczęście nie duża, pięć, może sześć osób czeka przede mną. W pomieszczeniu panuje cisza i są wolne miejsca, można wygodnie usiąść. Nawet to czekanie i nic- nie robienie wydaje mi się relaksujące po całym tygodniu spędzonym w hałaśliwym biurze.

Czekam zatem. Ważne sprawy zwykle wiążą się z czekaniem. Kolejka topnieje bardzo wolno. Jasne, że mogłabym się zniecierpliwić bo kobieta na niebotycznie wysokich szpilkach, w niemalże odsłaniającej pośladki sukience i tlenionych włosach zadaje pracownicy przy okienku mnóstwo pytań, na które odpowiedź bez problemu znalazłaby w reklamowym folderze banku jeśli tylko zachciałoby jej się zapoznać z jego treścią. Odrzucam jednak od siebie wszelkie myśli o kiełkującym uczuciu zniecierpliwienia i skupiam się na ciszy.

Nagle widzę, że za mną robi się ogonek oczekujących interesantów, składający się z dość dziwacznej konfiguracji kilku (!!) starszych Pań z rekwizytami jawnie wskazującymi na ich pesel. Kule, laska, chodzik i stabilizator na kostkę. Wszystkie po kolei z dezaprobatą pytają o to kto jest ostatni w kolejce, po czym wydają z siebie głośne westchnienie zniecierpliwionego klienta. Ostatni w kolejce ustawia się obcokrajowiec. Jego niepolską narodowość łatwo wywnioskować. Po prostu wygląda egzotycznie, a obecność „partnera”, z którym przyszedł sprawia, że zastanawiam się czy moje oczy nie postanowiły pójść na urlop. Rzecz w tym, że ten Pan na wyciągniętej przed sobą ręce trzyma drapieżne ptaszysko. Żywe drapieżne ptaszysko. Sokoły i orły chyba są drapieżne, a ten ptak tak właśnie wyglądał.

Ku mojemu zdziwieniu, obecność tego ekscentrycznie wyglądającego duetu nie wzbudziła poruszenia. Przynajmniej jawnie. Może nikt nie zauważył? Z drugiej strony jak można nie zauważyć zwierzęcia, które zwykle w naszym kraju (NIESTETY) ogląda się w ZOO przez kraty klatki. I które ma ostre pazury. Ostry dziób. Wszystko ma ostre, nawet spojrzenie!

Spodziewałabym się raczej, że któryś z pracowników natychmiast zareaguje, ale nic takiego się nie dzieje.

Pan siada przy na wolnym miejscu, obok jest mały stolik. Na stoliku stawia coś w rodzaju przenośnej mini-żerdzi, na której sadza zwierze. Ptak jest grzeczny i spokojny. Właściwie można by pomyśleć, że to zabawka gdyby nie fakt, że co i raz odwraca małą głowę, raz w lewo, raz w prawo. Nie wydaje żadnych dźwięków, prawie się nie porusza. Nie zdaje się być ani niebezpieczny ani agresywny. Jest spokojny. Jest cierpliwy.

Niestety tego samego nie można powiedzieć o starszych Paniach, które ustawiły się za mną w kolejce.

Ja sama czekam na swoją kolej już blisko 40 minut. Klientów obsługuje dwójka pracowników. Można zauważyć, że uwijają się jak mogą aby jak najsprawniej rozładować kolejkę, są uprzejmi i profesjonalni. Więc mimo wszystko naprawdę nie jest źle. Tego samego zdania nie jest jednak starsza Pani, która jeszcze pół godziny temu wymusiła na jakimś młodym chłopaku aby ustąpił jej miejsca bo ma takie chore nogi. Teraz okazuje się, że nie ma chorych nóg bo robi już któreś z kolei okrążenie przed oczami pracowników wykrzykując hasła w stylu „Dlaczego ta kolejka tak wolno się posuwa? Dlaczego obsługują nas tylko dwie osoby? Dlaczego, dlaczego, dlaczego? Proszę coś zrobić! Proszę zawołać Kierownika!”.

Trwa to kilka dobrych minut. Pani jest irytująca, ale myślę, że gdyby tak zachowywał się jakiś młody chłopak (na przykład ten który ustąpił Pani miejsca. Ta dzisiejsza młodzież, taka niekulturalna!), z pewnością ktoś zaraz zawołałby ochronę.

 W momencie kiedy wybrzmiewa „Proszę zawołać Kierownika!” i równocześnie okazuje się, że kierownik jest jedną z dwóch osób obsługujących klientów, Pani zatrzymuje się i nie mówi nic. Wraca na swoje miejsce.

Za kilka minut na ringu pojawia się inna starsza kobieta i próbując zawalczyć w interesie wszystkich zainteresowanych naśladuje swoją poprzedniczkę. Moja reakcja jest pewnie głupia, ale… nie mogę powstrzymać śmiechu. Strasznie chce mi się śmiać. Scena jest taka absurdalna.

Kierownik (tak się składa, że obsługuje akurat mnie) podnosi wzrok znad monitora na krótką chwilę. Słyszę wymruczaną pod nosem ironiczną deklarację, że tak, pewnie, zaraz stanie na rzęsach specjalnie dla tej Pani.

Jednym ze zjawisk co do których żywię ogromną awersję jest fakt, że uczciwie pracujący ludzie muszą znosić sceny, narzekania, fochy, a często również wulgaryzmy skierowane w ich stronę z powodów, na które naprawdę nie mają wpływu. Odwracam się do Pani, która dzielnie przemierza kolejne okrążenia w bojowym nastroju i mówię tylko „Cierpliwości, proszę Pani”.

„Ale dlaczego ja mam tyle czekać?

Dlaczego to tak wolno idzie?

Dlaczego są tu tylko dwie osoby?

Niech ktoś coś zrobi!”

Ile razy widziałam podobne sceny czekając w kolejce w spożywczaku, przysłowiowej Biedronce.

Ile razy byłam świadkiem jak klienci wyżywają się na sprzedawcach bo za mało kas otwartych, karta im nie działa, zapomnieli PIN-u, kolejka się wolno przesuwa, promocja się nie nabiła. Nic nie winien sprzedawca, no ale wiadomo, na linii frontu to tak najłatwiej.

Patrzę na młodego chłopaka, który grzecznie czeka na swoją kolej (ach, ta dzisiejsza młodzież, niewychowana do reszty!), na tego orła-albo-sokoła-który-chyba-powinien-być-agresywny-ale-nie-jest jak siedzi, praktycznie nieruchomo. Patrzę znów na Panią, która zdecydowanie gotowa jest iść na barykady.

Cierpliwości, proszę.

Szacunku.

Życzliwości.

 

be kind,

goniec instynktu

źródło zdjęcia:pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

15 − 10 =