Kilka słów o „Na plaży Chesil”

Okazało się, że moja miłość do kina i filmów może przyjaźnić się z moją pasją do pisania.

Już po raz drugi po spędzeniu sobotniego wieczoru na sali kinowej, przyszła mi do głowy myśl: „Ile tu emocji. Ile we mnie emocji, muszę o tym napisać”. Piszę zatem.

Myślę też, że jeśli dobrze pójdzie rozpocznę serię tekstów o filmach, które sprawiają, ze wyrazy same prowadzą moje palce po klawiaturze. 

Tym razem chciałabym przedstawić Wam moją autorską opowieść przeżyć inspirowaną filmem „Na plaży Chesil”. Film powstał na podstawie powieści o tym samym tytule, autorstwa Ian’a McEwan’a.

 

Na dobry początek, trailer filmu możecie obejrzeć na youtube

 

Anglia, połowa XX wieku. Hotel, znajdujący się w pobliżu tytułowej plaży Chesil, będący kluczową lokalizacją tego dzieła filmowego, odwiedzamy już na samym początku, mimo, że taka kolejność nie jest zgodna z chronologicznym biegiem zdarzeń. Struktura filmu opiera się bowiem na idei retrospekcji. Zabieg przeniesienia w czasie nie wpływa jednak na klarowność odbioru całej historii; myślę, że nawet nieuważny widz nie powinien zgubić wątku.

Florence i Edward, Edward i Florence. Oboje młodzi i poszukujący. Spragnieni, lecz nie tego samego.

Poznają się przypadkiem, zakochują z wzajemnością, szybko i z pewnością jak gdyby była to najbardziej naturalna rzecz na świecie.

Kadr z filmu „Na plaży Chesil” (2017), źródło: FILMWEB

Już sam brzmienie ich imion daje namiastkę elegancji, którą w sobie noszą (lub którą poniekąd pozorują). Okazuje się jednak, że ta elegancja, a także przesadne opanowanie i powściągliwość, zwłaszcza w wydaniu Florence, uwiera jak drapiący rąbek od spódnicy. Nie pozwala na wyartykułowanie prawdziwych emocji, obaw czy wreszcie wyobrażeń na temat łączącej ich relacji.

Oboje mają swoje pasje i dążenia. Fascynacja i zauroczenie to jednak za mało.

Już po zrobieniu pierwszego kroku w drodze powrotnej ze ślubnego kobierca, staje się jasne, że niewystarczające poznanie nawzajem siebie oraz swoich oczekiwań względem wspólnego życia może być prostą drogą do rozczarowania…

Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że aktorzy wcielają się w swoje role w ujmujący sposób.

A warto zaznaczyć, że wymagania jakie stawiają przed nimi te konkretne role, do najłatwiejszych nie należą. Różnica w szablonie zachowań, narzuconych przez filmowe realia życia w XX-wiecznej Anglii w stosunku do tych, które znamy i w których sami funkcjonujemy to istna przepaść. Pomimo tego, (a może właśnie z tego powodu? ) subtelna i wyrazista zarazem gra długich spojrzeń, uśmiechów i niedopowiedzeń sprzyja pełnemu zaangażowaniu się w obserwowaną historię.

Przeszkoda na drodze do wspólnego szczęścia, która wychodzi na jaw, mimo wszystko dość nieoczekiwanie, może wprawić wielu widzów w zdumienie.

Kadr z filmu „Na plaży Chesil” (2017), źródło: hiro.pl

W znanej nam codzienności, która nakazuje zaniechać przestrzegania reguł i zachęca do przekraczania uciekających granic, ciężko może być objąć rozumem fakt, że istniały właśnie takie problemy, łamiące ludziom życie.

Jednak pomimo papuziej rzeczywistości, w której przyszło nam żyć, mimo otaczających nas zewsząd reklam półnagich, wysportowanych sylwetek modelek w nocnej bieliźnie, zdarzyć się może, że kurtyazyjna nieumiejętność odrzucenia poczucia wstydu i zażenowania swoim niedoświadczeniem, za kulisami cichnących dźwięków weselnego boysbandu, wciąż zagraża jakiemuś małżeństwu.

Świat w składzie nonszelanckich eksperymentatorów życia i tych którzy chcą być za takich postrzegani lecz nie mają odwagi wcielić się w ich skórę, kocha oceniać i wydawać twarde osądy: powinno być tak lub zupełnie inaczej.

Należy pamiętać, że to czy próba dopasowania się do ich wymagań zakończy się (pozornym) sukcesem jest zdarzeniem losowym. Jego wiarygodność współmierna jest do wiarygodności przepowiedni wywróżonej ze szklanej kuli.

Osobiście uważam, że obejrzenie filmu może być dobrym impulsem do zastanowienia się nad powagą składanych drugiej osobie obietnic, odpowiedzialnością za oferowane uczucie. Chcąc zaczerpnąć choć niewielką lekcję z „Na plaży Chesil” , moje krótki podsumowanie tej adaptacji filmowej brzmiałoby:

Poznaj najważniejszy element Twojej przyszłości zanim przysięgniesz, że pozostanie w niej aż do śmierci, w zdrowiu i w chorobie. Nie zachłystuj się iluzją.

Czasem trzeba wziąć życie na serio.

 

goniec instynktu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

82 − = 75