Be like Lady Bird

Nastoletnia szkoła

Widziałam ostatnio film.

Film, który sądzę, że dla wielu osób mógłby być po prostu dość zabawną komedyjką o nastolatkach, dla mnie natomiast okazał się być podróżą w czasie.

Lady bird poruszył moje najczulsze struny, przypomniał mi jak trudno było przebrnąć przez nastoletnie życie, pogodzić wszystkie sprzeczności, które działy się w moim świecie wewnętrznym i zewnętrznym. To nie jest łatwa szkoła, jednak każdy musi ją przejść. Różnica polega na lekcjach, jakie w niej przerabiamy.

Christine, a raczej Lady Bird, jak sama każe na siebie mówić jest kilkunastoletnią dziewczyną, uczennicą katolickiego liceum.

Przywołując obraz jej osoby mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem : Lady Bird jest sobą.

Zdarzają jej się co prawda epizody udawania kogoś kim wcale nie jest, ale myślę, że przy całej jej wyjątkowości i uroczym uporze w walczeniu o swoje marzenia, można jej to wybaczyć. Zwłaszcza, że  epizody te wynikają z potrzeby odnalezienia swojej tożsamości, a dzięki ich przeżywaniu jest w stanie w stu procentach upewnić się, że woli być tym kim jest na co dzień, a nie tym na kogo kreuje się podczas momentów „słabości”.

 Każdy wiek ma swoje prawa, a wiek w jakim ona się właśnie znajduje ma tych praw dość dużo.

Bezbożna modlitwa

Lady Bird codziennie przed rozpoczęciem lekcji, wraz z pozostałymi uczniami chodzi na poranną mszę, na której zdecydowanie więcej uwagi poświęca łapaniu zalotnych spojrzeń swoich kolegów niż pobożnej modlitwie. Nie jest matematycznym orłem, ale dzięki przyjaźni z Jules, którą przystojna postać nauczyciela od rachunku różniczkowego motywuje do wytrwałej nauki, udaje jej się nie oblać przedmiotu. Upust swoim buzującym, często skrajnym emocjom daje grając w szkolnym musicalu.

Ma jedno, prawdziwe marzenie. Po skończeniu szkoły pragnie wyrwać się z małego Sacramento, które równie mocno kocha jak go nienawidzi. Chce rozpocząć naukę w nowojorskim college’gu. Matka Lady Bird, kobieta zaradna i twardo stąpająca po ziemi, a równocześnie opiekuńcza i troskliwa, która jednak swoją troskę o córkę wyraża w dość bolesny dla niej sposób, określa  marzenie dziewczyny jako absurdalne i niewykonalne, co i raz wytykając córce jej niedoskonałości.

Cóż, sądzę, że faktycznie na pierwszy rzut oka nastolatce trochę brakuje do ideału.

Mimo to, ja sama zapałałam do niej sympatią od pierwszej minuty filmu. Być może właśnie z tego powodu jak bardzo nieperfekcyjna się zdaje.

Być może dlatego, że dostrzegłam w niej siłę, jakiej sama nie miałam.

Wraz z rozkręcaniem się fabuły, okazuje się, ze Christine ma niesamowicie mocną osobowość. Obierając sobie za cel studia w Nowym Yorku, nawet, a raczej przede wszystkim dlatego, że nie może pochwalić się żadnymi wybitnymi osiągnięciami, ucieka się do sprytnych, czasem nieuczciwych środków, aby go osiągnąć.

Równocześnie jednak, mierzy się z nieustającą krytyką ze strony swojej matki, z której poczucie odpowiedzialności za utrzymanie rodziny, podparte bolesnymi, a wręcz patologicznymi doświadczeniami z dzieciństwa uczyniło kobietę pozbawioną dystansu do życia i wiary w marzenia. Swój krzywdzący, jednak według niej – słuszny racjonalizm – stara się przenieść na córkę.

W tym kim Lady Bird jest i w tym kim tak bardzo chce być, najbardziej uderzające zdaje się być jednak jej poczucie niedopasowania i wstydu z bycia „niewystarczającą”. Niewystarczającą nie z powodu słabych ocen czy niedoskonałej figury, a z powodu zamieszkiwana tej biedniejszej okolicy miasta, skromnego budżetu domowego, a wreszcie utraty pracy przez swojego ojca. Swoje poczucie bycia still not enough przeżywa po cichu, starając się aby nikt się nie domyślił.

Mimo chęci i drobnych dyplomatycznych niedopowiedzeń, Rodzice szybko orientują się co kryje się za jej stwierdzeniem mieszkania „po złej stronie torów”. Demaskują prawdziwy powód jej upierania się każdego poranka przy wysiadaniu z samochodu ojca dwie przecznice przed szkolnym parkingiem, tak by nikt nie zobaczył jakim autem dysponuje jej rodzina.

Tego rodzaju zachowania, jeszcze bardziej zaostrzają konflikt toczący się z różnym natężeniem pomiędzy Christine a jej matką, zarzucającą córce brak wdzięczności ze skromnego, jednak przyzwoitego standardu życia jaki wiodą.

W krzywym zwierciadle

Christine doświadcza pierwszego zakochania, które z różnych powodów mocno ją rani i rozczarowuje. Rani również sama siebie doświadczając silnej potrzeby dopasowania się do wszystkich wokół, zapominając na chwilę kim jest i czego tak naprawdę chce i poddając się tym uczuciom. Moment filmu, w którym porzuca swoją najlepszą przyjaciółkę po to aby odtąd zacząć spędzać czas z naczelną licealną Barbie, licząc tym samym na płynące z tego korzyści (i kierując się tylko tymi „korzyściami”) boleśnie przypomniał mi szkolne prawo dżungli.

Również scena, w której Lady Bird z ogromnym zdziwieniem w łazienkowej szafce odkrywa pełną fiolkę silnych antydepresantów przepisaną dla jej ojca, przypomina mi jak niewiele obraz odbierany przez oczy ma wspólnego z rzeczywistością. Po tym odkryciu, nastolatka wydobywa od matki informację, że tak owszem, ojciec ma depresję. Od lat. Leczy się. Od lat.

„Nie wiedziałam…”

„Wiesz Christine, kasa i garnitur to tylko kasa i garnitur. A ewentualny sukces to tylko sukces. To, że coś wygląda na sukces nie znaczy, że jest sukcesem.”

To, że coś wygląda na sukces nie znaczy, że jest sukcesem. Pamiętam, że pisałam o tym w jednym z moich wcześniejszych postów. Być może dlatego właśnie tak mnie to tknęło, dlatego w pełnej sali kinowej zalałam się łzami.

Blondynka z imieniem na literę A

Powierzchowność. Chęć dopasowania się, niezmierzone pragnienie bycia zaakceptowaną, niezmierzone pragnienie bycia zauważoną, podobania się, bycia chwaloną. Panika jeśli Cię nie zaakceptują.

Piękna dziewczyna ? Szkolny ideał ?

Nie możesz wiedzieć czy po każdej kolacji nie pochyla się nad  muszlą klozetową, pozbywając się z paskudnym, głośnym chlustem poczucia winy. Nie możesz wiedzieć czy to co w Twoich oczach jest perfekcją nie kryje za sobą krzywdy i nie zostawi jej strupów i blizn na całe życie. Nie tylko tych w psychice, jeśli wiesz co mam na myśli.

Ten najprzystojniejszy w szkole chłopak ? Pierwszy i jedyny ideał, obiekt westchnień wszystkich uczennic ?

Jak bardzo nie wiesz kim jest i co ma w sercu…

A do tego, możesz podpaść za wszystko. Totalnie za wszystko. Za to że jesteś wysoka, szczupła, gruba, nie rozumiesz matmy albo jesteś z niej zbyt dobra, nosisz ciuchy z lumpeksu albo masz bogatych Rodziców, masz krótkie ciemne włosy albo długie blond, nie przeklinasz, lubisz tańczyć albo na dyskotekach podpierasz ścianę, a czasami na przykład za to, że masz imię na literę A.

Drodzy czytelnicy, proszę o wybaczenie dzisiejszego dramatyzmu.

Zapytacie, skąd ja to wszystko wiem ?

Byłam blondynką z imieniem na literę A.

Jak dobrze, że nie przefarbowałam włosów.

I am like a bird, 
I’ll only fly away…

 

goniec instynktu

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

6 + 2 =